Szpital w Skierniewicach: Pacjent po śmierci zostaje na szpitalnej sali

Czytaj dalej
Magdalena Grajnert

Szpital w Skierniewicach: Pacjent po śmierci zostaje na szpitalnej sali

Magdalena Grajnert

W skierniewickim szpitalu ciało po śmierci leży przez dwie godziny w sali z pacjentami. Zwyczaj przeraża pacjentów i ich rodziny, a bliskim nie pozwala bez skrępowania płakać.

Pani Marianna odeszła w gronie najbliższych. Zmarła po kilkunastu dniach pobytu na oddziale wewnętrznym skierniewickiego szpitala. Ponieważ życie szpitala toczy się stałym rytmem, po chwili do sali został przywieziony obiad. Pacjentki ze świadomością, że za parawanem leży nieżyjąca od kilku chwil koleżanka z sali, nie przełknęły nawet kęsa.

- Mama zmarła trzymając mnie za rękę
- wspomina pan Zbigniew (nazwisko znane red.). - Przyszedł lekarz, stwierdził zgon i poszedł. Po chwili rozstawiono parawan oddzielający łóżko mamy od reszty sali - dodaje.

Mężczyzna został z mamą dwie godziny do momentu, kiedy jej ciało przeniesiono na metalowe łóżko i odwieziono do prosektorium. Nie mógł w tym czasie spokojnie jej opłakiwać, nie mógł sam z nią pobyć. Czuł wielką stratę, ale był także bardzo skrępowany sytuacją.

- Chodzi o pacjentki - opowiada - Nie było im przyjemnie z ciałem za parawanem. Tym bardziej, że tu leżą osoby starsze i ciężko chore. Świadomość, że ich koleżanka właśnie zmarła, na pewno nie wpływa dobrze na ich psychikę - mówi.

Zapytany o sytuację rzecznik skierniewickiego szpitala stwierdza, że na oddziale nie ma warunków do wprowadzenia innego rozwiązania.

- Zdajemy sobie sprawę, że nie jest to komfortowe, jednak należy pamiętać, że to szpital, a takie sytuacje się w szpitalach zdarzają - mówi Paweł Bruger.

W Rawie i Łowiczu wiedzą, jak to robić

Jak problematyczną kwestię regulują szpitale w sąsiednich miejscowościach?

W Łowiczu wygospodarowano pomieszczenie przeznaczone do przechowywania zwłok, od chwili stwierdzenia zgonu do momentu odwiezienia ciała do prosektorium.

- Kiedy pacjent umrze, postępujemy tak, żeby w jak najmniejszym stopniu odczuli to pacjenci - mówi Andrzej Kaźmierczak, dyrektor ds. lecznictwa Zespołu Opieki Zdrowotnej w Łowiczu. - Chodzący pacjenci są proszeni o opuszczenie sali - dodaje dyrektor.

Pacjenci nie obserwują więc czynności wykonywanych przy nieżyjącym. Następnie ciało jest przewożone do specjalnego pomieszczenia, w którym leży przepisowe dwie godziny.

Obowiązujące przepisy nie określają, gdzie ma przebywać zmarły. Zaznaczają, że powinno to być w obrębie oddziału.

- Nie pamiętam, ale ja tu pracuję od 35 lat - mówi Andrzej Kaźmierczak zapytany, od ilu lat działa to pomieszczenie.

Maciej Zabelski, wiceprezes AMG Centrum Medyczne zapewnia, że w szpitalu w Rawie Mazowieckiej pracownicy robią wszystko, żeby nie narażać na dyskomfort zarówno rodziny zmarłego jak i pacjentów z sali.

- O ile jest taka możliwość, zabieramy zmarłego z sali - informuje. - Ciało przewozimy do sali, w której nie ma innych pacjentów, albo do pomieszczenia do mycia, o ile jest wolne.

W pomieszczeniu do mycia ciało przechowywane jest w godnych warunkach, na szpitalnym łóżku.

- Tylko w przypadku, kiedy nie ma innej możliwości, ciało zostaje w sali szczelnie ogrodzone parawanem - dodaje Maciej Zabelski.

W sąsiednich miejscowościach władze szpitala rozumieją, że zarówno pozostali pacjenci, jak i rodziny zmarłych źle się czują w sytuacji pozostawiania ciała w sali.

W skierniewickim szpitalu procedur funkcjonujących od lat nikt nie ma zamiaru zmieniać.

- Zarówno temat choroby jak i śmierci to są sprawy, których każdy zdrowy człowiek nie dopuszcza do świadomości, do czasu, gdy taka sytuacja nie dotknie go osobiście - filozoficznie podsumowuje Paweł Bruger.

Jednak należy mieć nadzieję, że władze szpitala przyjrzą się uważnie problemowi
i spróbują wygospodarować miejsce, może wzorem rawskiej placówki, choćby w umywalni, oczywiście z poszanowaniem zwłok.

Ale też pacjentów.

Magdalena Grajnert

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Potwierdza się teza jakoby zmarli mieli wartość dla szpitala, pewnie za te 2 godziny więcej kasują NFZ dodatkowymi kosztami. A tak na serio to poraza zreszta jak niemalże w każdym przypadku działań dyrekcji brak jakiejkolwiek dbałości i empatii dla pacjentów. Widać, że są tylko cyferkami i generalnie dyrektorowi i rzecznikowi oni przeszkadzają

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.