Zabytkowa prowozownia w Skierniewicach tętni życiem

Czytaj dalej
Fot. Roman Bednarek
Roman Bednarek

Zabytkowa prowozownia w Skierniewicach tętni życiem

Roman Bednarek

Emerytowany kolejarz dzieli się swoją wiedzą, oprowadzając wycieczki po parowozowni. Zabytkowy obiekt jest w Polsce jednym z niewielu tego typu, jakie jeszcze tętnią życiem.

Podczas dni otwartych w skierniewickiej zabytkowej parowozowni często można spotkać Józefa Kaźmierczaka, oprowadzającego zwiedzających po zakamarkach obiektu. Pochodzący z Rogowa przez całe swoje życie zawodowe związany był z kolejnictwem.

- Po ukończeniu technikum kolejowego w 1963 roku podjąłem pracę w PKP - wspomina były kolejarz. - Przeszedłem wszystkie stopnie wtajemniczenia, począwszy od ślusarza naprawy parowozów, aż do maszynisty instruktora.

Prowadząc pociągi przemierzał szlaki kolejowe całego kraju, zdarzało mu się także docierać do Brześcia za wschodnią granicą. Jako turysta zjeździł koleją niemal całą Europę.

- Raz w roku pracownik PKP, wraz z członkami swojej rodziny, mógł skorzystać z bezpłatnego biletu kolejowego, honorowanego w większości europejskich krajów. Mówię w większości, bo w niektórych trzeba było jednak zapłacić połowę kosztów przejazdu - relacjonuje Józef Kaźmierczak. - W ten sposób zwiedziłem niemal całą Europę. Na przykład gdy w 1994 roku wybrałem się z synem na wycieczkę do Portugalii to - wybierając różne trasy w jedną i drugą stronę - przejechaliśmy przez 11 krajów europejskich. Wówczas nasz tabor kolejowy nie dorównywał temu, jakim dysponowały państwa zachodnioeuropejski, ale w tej chwili nie mamy się już czego wstydzić.

Nasz rozmówca podkreśla, że praca zawodowa była jednocześnie jego wielką pasją. Nic dziwnego, że do swoich zadań na odpowiedzialnym stanowisku maszynisty podchodził z ogromnym zaangażowaniem. Zdobyta w ten sposób wiedza i doświadczenie pozwoliły mu zapobiec dwóm katastrofom kolejowy, za co zresztą otrzymał państwowe odznaczenie.

Przechodząc na emeryturę w 1999 r. nie zerwał z kolejnictwem. Nadal wykorzystuje swoją wiedzę i doświadczenie, jako wolontariusz angażując się w pracę na rzecz skierniewickiej parowozowni, organizowane przez Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei.

- W 2006 lub 2007 roku, będąc już na emeryturze spytałem kolegę kolejarza, kiedy mógłbym przyjść do parowozowni, a on powiedział, że najlepiej, jak będą dni otwarte - mówi Józef Kaźmierczak. - Przyszedłem i już zostałem jako wolontariusz.

Większość czasu w parowozowni pochłania mu oprowadzanie grup zwiedzających obiekt. Chętnie wówczas dzieli się swoją wiedzą, snując barwne opowieści o poszczególnych eksponatach. A jest ich niemało.

- Chyba najciekawszym okazem, jakim dysponujemy, jest najstarszy w Polsce wagon pasażerski steinfurt z 1889 roku. W tej chwili odnawiamy wagon do przewozu piwa z browaru w Pilznie - wymienia były kolejarz. - Należy też wspomnieć o wagonie Orient Expressu, który w tej chwili można oglądać tylko z zewnątrz, bo wymaga renowacji. Mamy też salonkę, której używał przewodniczący Rady Państwa generał Aleksander Zawadzki. Natomiast najciekawszym okazem wśród parowozów jest Pd5 produkcji niemieckiej, używany do pociągów pasażerskich. Jest on przekrojony na pół i widać całe jego wnętrze: przekrój kotła, dymnicy, suwaka i tłoka, a także tendra.

Parowozy tego typu stacjonowały w Skierniewicach w 1943 r. i było ich wówczas 11, natomiast w już w 1944 r. liczba ta stopniała do 8. W tej chwili jest to jedyny tego rodzaju parowóz w Europie. Maszyna ta osiągała prędkość 110 km/h, zaś średnica jego koła napędnego mierzy 210 cm.

Skierniewicka parowozownia zakończyła swoją działalność eksploatacyjną w 1991 r., ale jeszcze dwa lata po jej zamknięciu mieściła się tam filia lokomotywowni Warszawa Odolany, w której naprawiano parowozy. W 1994 r. parowozownię przejęło Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei.

- I bardzo dobrze, że tak się stało, bo dzięki temu parowozownia żyje - podkreśla Józef Kaźmierczak. - Gdyby nie zaopiekowało się nią stowarzyszenie, to pewnie podzieliłaby los parowozowni w Pyskowicach na Śląsku, z której zostały tylko kikuty murów. Chylę czoła przed kolegami ze stowarzyszenia, którzy nie szczędzą czasu i wysiłku w społecznej pracy na rzecz tego pięknego obiektu.

A pracy jest niemało. Trwa właśnie remont dachu hali wachlarzowej, na który stowarzyszenie otrzymało dotację wojewódzkiego konserwatora zabytków. Trwają też starania o dofinansowanie remontu dachu nad dwoma kanałami - potrzeba na ten cel ok. 35 tys. zł. Prezes stowarzyszenia Judyta Kurowska-Ciechańska stara się również o dotację Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na remont świetlika. Ma nadzieję, że prace rozpoczną się wkrótce.

Klimat parowozowni jest doceniany przez lokalnych animatorów kultury - odbywają się tam spektakle teatralne, pokazy filmów, w tym roku po raz pierwszy odbyła się gala z okazji wręczenia miejscowym twórcom Parowozów Kultury.

Korzystają z niej także producenci filmowi - niedawno na jej terenie Wojciech Smarzowski kręcił sceny do swojego filmu „Wołyń”.

Roman Bednarek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

tygodnikits.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.